• Wpisów:195
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 09:58
  • Licznik odwiedzin:23 346 / 2071 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Odkąd pamiętam moja mama zawsze miała szalone pomysły. Nieustannie, za każdym razem próbowała urozmaicić moje życie. Począwszy od prezentów, kończąc po zdumiewająco pysznych śniadaniach. Dla niej wiecznie byłam małą, lekkomyślną dziewczynką. Nie rozpieszczała mnie, zwyczajnie jak każda dobra matka dbająca o swoje dziecko, chciała dla mnie jak najlepiej. Tamtego dnia obudziły mnie promienie słońca, które padały prostopadle na moje półprzymknięte powieki. Delikatnie podniosłam się z łóżka i podeszłam bezpośrednio w stronę okna. Na mojej twarzy gruntownie pojawił się uśmiech. Przed moim blokiem, w dresach,trzymający telefon komórkowy. Nadzwyczajnie na kogoś czekał. W jednej chwili poczułam skurcze serca. Najchętniej wybiegłabym w samej piżamie i oplotła jego szyję moimi ramionami. Nie zastanawiając się skierowałam się w stronę lustra, aby ogarnąć twarz. Gdy spojrzałam na moją fizjonomie w odbiciu, mój stan ducha nie był jednakowo za specjalny - Przecież on nigdy na mnie nie spojrzy!- krzyknęłam wybuchowo do siebie. Pozornie szczęśliwa, zarówno jak i głodna usiadłam jawnie na stole w kuchni, obserwując mamę przygotowującą obiad. Za każdym razem na swój własny sposób stara się mnie rozchmurzyć i mimo niepowodzeń, dziwnym trafem udaje się to. -Czy coś się stało?- Spytała bardzo niechybnie. -Nie, nic mamo- odpowiedziałam w bardzo krótkim czasie. -To z jakiej racji moja księżniczka ma ponurą minę?- Spytała ponownie. Tym razem stanowczo i dowcipnie. -Oj przestań!- Zaśmiałam się, skupiona w widok okna. Po wielu wykrętach jednak nie odpuściła, byłam zmuszona opowiedzieć o chłopaku z diaboliczną osobowością. Nie ukrywałam też faktu, że bardzo mi się podobał. Kojarzyła go jako miłego, z dobrego domu chłopaka. Za każdym razem gdy go mijała, witał ją typowym "dzień dobry" -Podoba Ci się?- Zapytała bardzo zachęcająco. -Może tak, a może nie..- -Zresztą, koniec tematu!- Dodałam impulsywnie. Zażenowana zakończyłam rozmowę, niemniej jednak nie byłam w stanie ukryć melancholii, która towarzyszyła mi od dłuższego czasu. Pewnego deszczowego popołudnia, nie mając standardowo żadnego, szczególnego zajęcia, leżałam bezinteresownie podśpiewując refren swojej ulubionej piosenki. W głośnikach statystycznie rap, w głowie setki niepoukładanych myśli. Błyskawicznie oderwałam się słysząc dzwonek do drzwi, byłam stuprocentowo pewna, że to Marysia. Moja najlepsza kumpela, która uwielbiała spędzać ze mną czas w tak kapryśną pogodę. Ku mojemu zdziwieniu był to on. Zamilkłam. -Cześć, masz bardzo sympatyczną mamę- Zaśmiał się. -Zgadza się. Coś się stało?- Zapytałam lekko bojaźliwie. Nieprzygotowana na to spotkanie, starałam zaprezentować się jak najlepiej. Byłam zła na mamę, że nie zapytała o zgodę. -Nic się nie stało, spokojnie, twoja mama zaproponowała abym wpadł i tyle, jestem niezbyt mile widziany dlatego pójdę sobie.- Odpowiedział dość porywczo. Poczułam się okropnie ze swoją jednoznaczną podstawą. -Nie to miałam na myśli, wejdź- Powiedziałam proszącym głosem. Po paru próbach ostatecznie uległ i wszedł do mojego pokoju. -Nie za ostra muzyka jak na dziewczynę?- Zapytał wówczas śmiejąc się. Rozmawialiśmy na wszelkie tematy, czuł się bardzo swojo, choć tak naprawdę dopiero się zaznajomiliśmy. -Wyglądasz prześlicznie- Skomplementował mój wygląd. Nie mogłam uwierzyć w to, co się działo. Moje wątpliwości rozwiał pocałunek. I pomyśleć, że to zasługa ciekawskiej mamy.

.
 

 

Było późne, deszczowe popołudnie, ona siedziała na parapecie uważnie obserwująć krople deszczu spływające po szybie. Kurczowo trzymajała w ręku telefon. Czekała na wiadomość od niego. Ale on milczał. Nie dawał żadnego znaku od ponad miesiąca.Nalewająć kolejną szklankę francuskiej wisky traciła nadzieję, na to, że jeszcze kiedykolwiek się odezwie. Ale przecież obiecywał, obiecywał, że napisze, mówił, że kocha. Minęła godzina, dwie, trzy, ona pijąć drugą butelkę wisky swojego ojca, czekała...Wkońcu napisał, przestraszona dziewczyna ze łzami w oczach czytała treść smsa "Kochanie przepraszam, że dopiero teraz to piszę, ale wcześniej nie miałem odwagi, nie wiedziałem jak to zrobić, a mianowicie musimy to zakończyć. Nigdy Cię nie kochałem Życzę Ci szczęścia." Dzięwczyna zaczęła jeszcze bardziej ronić łzy. Przez kilka dni siedziała sama w domu, nie chodziła do szkoły, juz nawet francuska wisky jej nie pomagała. Tu potrzeba było czegoś więcej. Któregoś dnia doszła do wniosku, że nie warto już płakać, postanowiła się zemścić. Poszła do jego domu. otworzył jej ojciec chłopaka i powiedział, że nie ma go w domu. Wiedziała, gdzie może być, poszła więc w to miejsce. Przeczywiście znalazła go. W jej oku zakrąciła się łza, ale nie zrezygnowała, za bardzo ją skrzywdził.Gdy nabrała więcej odwagi podeszła obok niego i nic nie mówiąc zadała ostry cios nożem w jego serce. Potem powiedziała tylko, że to za to co jej zrobił i z uśmiechem na twarzy odeszła.../ colourfulsky55

.
 

 

.

Czegóż chcieć więcej oprócz szczęścia i miłości, czegóż chcieć więcej oprócz pewności, że osoba, którą się kocha jest przy tobie, że łzy zastępuje uśmiech, a cały wszechświat działa na twoją korzyść. Czegóż chcieć więcej oprócz promieni słońca padających na skroń jasnej twarzy, nieprzemijalnej uciechy z najmniejszych przyrody detali. Czego? Szumu wiatru, który owiewa wspomnienia, igra z niesfornymi włosami i niesie ze sobą zapach tego, co rozpłynęło się w przeszłości. W tym momencie, gdy wszystko jest na swoim miejscu, w chwili, gdy znalazłam miejsce w tym wielkim bycie, czuję błogość, patetyczne szczęście, posiadam wszystko, czego mi trzeba, nie mam rzeczy materialnych, ale one na końcu nie mają najmniejszego znaczenia. Przez cierpienie do gwiazd powiadają& prawdą jest to niepodważalną, kto się z tym nie zgadza, powinien życie przeanalizować dokładnie, podsumować je dosadnie, gdy powieki przymykać się na wieczność zaczną. Ależ nie o tym chcę dzisiaj rozprawiać, największe mowy erudytów mogą po prostu zniechęcić, gdy czytelnik nie ma zarysu historii. Po gdybam jeszcze jednak troszeczkę, opowiem, co w moim mniemaniu oznacza miłość, zdać sobie sprawę trzeba, że to coś, co przejawia się w najmniejszych urywkach życia, miłość otacza nas wszystkich, bez miłości stajemy się złudzeniem, cieniem własnej świadomości, przeszłością, która niknie w momencie, gdy nie ma, kto o tobie pamiętać, wtedy, gdy świat zapomina, że istniał człowiek warty zapamiętania. Siedzę, daleko od zgiełku codzienności, po środku wielkiej polany, która toczy ze mną spór wspomnień. Nie powinno mnie tutaj być, nie powinnam śmiać się bezcelowo, ale doceniam to, co mam i jestem szczęśliwa. Słońce zachodzi, szkarłatem się mieni, nabieram głębokiego oddechu, zamykam oczy, kładę się na ziemi. Długi czas walczyłam ze wspomnieniami, lecz zdałam sobie sprawę, że z takimi czynnikami, które są potęgą ludzkiej egzystencji: czas i wspomnienia, wygrać się nie da, za duży wpływ mają na naszą psychikę, postępowanie. Moje oczy stają się szklane, lecz nie przeszkadza mi to, nie wstydzę się łez, które są tęsknotą, bo w sercu nadal pozostaje nienaruszalny fundament tego, co się ziściło. Czuję wszystko, co związane z nim było, cofam swoje słowa, co związane z nim jest. Moje retrospekcje nie mają końca. Pierwsze spotkanie, które nic nie wróżyło, nie miało tak naprawdę ze sobą żadnej obiecującej przyszłości, przynajmniej dla mojej osoby. Siedziałam na tej polanie, spokojnie czytałam miłosne wiersze, które rodziły w mym sercu nieodpartą nadzieję. Wyjawił się z czeluści. Nie dostrzegłam jak do mnie podszedł. Zapytał pełnym gracji tonem, co czytam, bez wstydu odparłam, że literaturę życia. Zaintrygowany usiadł obok mnie, właśnie w tym miejscu. Słuchał mnie z uwagą, moich gorączkowych wywodów na temat miłości oraz dlaczego jest dla mnie całym światem, podziwiałam go za to, że nie zasnął, wytrwał do końca. Zapytał mnie czy jestem zakochana, ja odpowiedziałam, że oczywiście, w świecie, który mnie otacza. Zdziwiony spojrzał na mnie, ale nic nie odpowiedział, jakby nie chciał tracić tamtej chwili. Długo potem tłumaczyłam mu moje wizje rzeczywistości, poglądy miłości. Długo potem nic, a następnie kolejne rozmowy, tak zbliżyliśmy się do siebie, nie mogłam żyć bez jego przenikliwego spojrzenia, wykwintnej mowy, oraz wyrazu twarzy, gdy przekonywałam go do czegoś, na co nie miał ochoty. Mylnym stwierdzeniem byłoby, że się zakochałam, bluźnierstwem w mojej głowie, tego nie można tak nazwać. Pokochałam go prawdziwie, jak moje małe serce mogło kochać. Oddałam mu swój umysł, duszę, oraz serce. Zawsze mówił uparcie, że wystarczy mu serce, dusze mam zachować dla siebie, a umysł dla tych, którzy są wokoło mnie. Biła od niego czysta dobroć, która z każdym dniem coraz bardziej mnie urzekała. Nie mogłam przestać kochać go mocniej, bo jego postępowanie było dla mnie idealne, pod każdym względem. Mój ideał, mój mężczyzna, którego nigdy stracić nie chciałam. Przez głowę nie przeszła mi myśl, że kiedykolwiek moglibyśmy się rozdzielić. Nie było to coś podniosłego, patetycznego, nieprzystępnego. Wręcz przeciwnie, proste, lecz wyjątkowe, czasem zbyt codzienne, ale dla mnie piękne. Serce nie sługa, lubił mówić. Zgadzałam się z tym w milionach procent, ponieważ doznałam tego na własnej skórze. W pierwszą rocznicę naszego związku podarował mi bransoletkę z napisem na wieczność po przez wieczność nie umiałam doszukać się w tym sensu, aż do momentu, w którym mój świat zmienił się w niepewność.
Odszedł ode mnie dokładnie dwa lata temu, czas zmienił moje rysy twarzy i zrozumiałam, też przekaz tego, co wygrawerowane podarował mi kiedyś. Na wieczność on, będzie w moim sercu, po przez wieczność, którą sama muszę przebyć, bez niego. Mogłabym stwierdzić, że było ciężko, ale przecież to oczywiste. Jeżeli kogoś naprawdę się kocha, to ból nigdy nie przeminie. W dniu wypadku, gdy wracaliśmy do mieszkania, noc była zimna, ciemna. Mgła rozchodziła się wszędzie, połykała i zatracała w otchłani bez wyjścia. Śmialiśmy się, jak zwykle z jego głupich żartów. Uparcie nie chciał patrzeć na drogę, bo twierdził, że wyglądałam w tym dniu inaczej. Zwracałam jego twarz dłonią w stronę jezdni, lecz na nic się to zdało. Twierdził, iż moja wyjątkowość coś za sobą niesie, że zawsze będę zasługiwała na dobrobyt i szczęście, czasem nachodziły go myśli, że na mnie nie zasługuje, ale ja czułam to samo, że on jest dla mnie zbyt dobry, że trafiłam na coś, co nie należy do mnie. Usłyszałam pisk opon i huk, następnie straciłam przytomność. Ocknęłam się w szpitalu, zaczęłam wypytywać o niego, na korytarzu dostrzegłam zapłakanych jego rodziców. W momencie, gdy usłyszałam
słowa musisz się pożegnać w moje serce wbiło się tysiące sopel lodu, na mojej piersi spoczął kamień uniemożliwiający oddychanie. Ostatnie słowa, jakie wypowiedział w moją stronę mieniły się  Pamiętaj o mnie, tak jak ja nie zapomnę o tobie. Serce nie sługa, idź drogą, którą Ci wskaże. Wieczność jest twoim światłem, wiara przetrwaniem, miłość zaś jest darem. Dziękuję i zasnął na wieczność, zatracił się w nicości. I mój lament byłby
niespożytkowany, przepełniony goryczą, gdyby nie anioł z niebios zesłany. Teraz możecie napluć mi w twarz, mówić o mnie najokrutniej, lecz ten mężczyzna wyciągnął mnie z dna rozpaczy, uchronił przed szponami śmierci, wtedy, gdy wykrwawiałam się na ulicy w aucie. Nie wiem czy to los, przeznaczenie, czy kolejna szansa na zaznanie szczęścia. Jestem jednak wdzięczna za to, co mam teraz. Pamiętam o tym, co było kiedyś, kocham i kochać będę na wieczność przez wieczność, ale zakochuję się na nowo. Mam prawo do tego, oddałam serce jednemu, lecz umysł powinien trafić do tego, który jest ze mną ciałem. Bo zdaję sobie sprawę, że ten, którego nie widać metafizycznie dotyka mnie każdego ranka i wieczoru. Gładzi po włosach, szepta do ucha, chroni i słucha. Rozmawiam z nim ciągle, choć odpowiada mi cisza. Czuję go w sercu, tam gdzie jego miejsce. Jestem szczęśliwa i kocham dwie osoby. Wspomnienia są piękne, barwne. Łzy spływają po moich policzkach, ale to mało ważne. Zaznałam spokoju, po miesiącach burz i niepokoju. Miłość jest poświęceniem, miłość jest pamięciom, oddaniem, dziękczynieniem. Kochałam go każdego dnia coraz bardziej, nadal go kocham, lecz to uczucie przestało się wzbijać ku górze, kocham, lecz teraz jest to, co zdążyliśmy zbudować wspólnie. Nie ma go ze mną ciałem, więc nie potrafię mocniej się oddać. Czekam na chwilę, w której znów będę mogła zacząć.Miłość jest w moim sercu i umyśle, kochałam kocham i będę kochać nad życie. Każdego wieczoru, dźwięczą mi pewne słowa w uszach, warte zapamiętania, słowa, które oświetlają życie. Ktoś powiedział mi kiedyś w chwilowym uniesieniu, a następnie powtarzał uparcie, że serce nie sługa& więc nie należy lękać się tego.
 

 

"To wszystko się kończy ,a ja ,ja tak patrze z boku na to wszytko .Te uczucie ,które nie można nic zrobić .to wszystko nie ma sensu ,a ja po prostu nie mam siły naa to . może dziwnie to zabrzmi ,ale kiedyś byles tylko mój a teraz ,teraz nie jestes mój masz ją ,patrzysz na nią jak dziecko które potrzebuje misia ,a tak patrzyles na mnie rok temu ,prawda ? przeciez lubilismy się ,a nawet bardzo sie lubilismy a Ty tak po prostu to zakonczyles ,brak rozmow ,brak uczuc ,czyzby wygasly ? jak zapalka po zapaleniu. przeciez jak Ciebie widze na szkolnym korytarzu to spogladasz na mnie tak jakbys chcial podejsc i mnie przuytulic ,widzisz jakbys chcial to bys przytulil ,ale przeciez widac ze Ciebie cos trzyma ,trzyma Ciebie ona ,ona ten zly anioł ,ktory kieruje Toba ,tak jestes takim robotem ,a ona kieruje pilotem co masz robic .wiesz lubiałam Ciebie jak byles tym chlopcem kiedy Ciebie poznalam ,a teraz ,teraz wole nieznac Ciebie wole siedziec w koncie i nie myslec o Tobie ,moze i to dziwne ,ale przeciez lepiej by bylo odciac sie od tego środowska ,nie patrzec na Ciebie i na nia ,bo rzygac mi sie chce,jak tak milusio patrzycie na siebie ,a nawet te glupie czesc "szczere nie jest "to po co masz sie meczy ,po co masz sobie jezyk lamac zeby skierowac te slowo do mnie ,powiedz jej tysiac razy te "czesc" ja nie potrzebuj ,nie potrzebuje tych litosci ,tych zainteresowan z Twojej strony ,ja mam dosyc . nie wiem ,moze i wiesz o tej stronie co tutaj piszesz ,ale mnie to juz nie interesuje , moze i to lepiej jak bedziesz wiedzial ,a moze i nie , ale przynajmniej bedziesz wiedzial jak sie czuje ,jak mnie traktujesz, jak porzuciles ta przyjazn ,zakonczyles ta znajomosc ,tak ,sie czuje ,i wiesz mam doscy tego co ty robisz. jak Ty tego nie przestaniesz robic ,to ja pierwszy krok zrobie ale wotpie czy bys wgl zauwazyl ten krok .mam nadzieje ze to zrozumiesz ,a Tobie dziewczynko mowie Ci slodkie "spierdalaj " .bo mam dosyc jak na razie Ciebie ... to co zrobilas nam ,tej przyjazni . ! ; - ("

.